Zająłem się lewą strona silnika.
Zanim nałożymy kosz sprzęgłowy, trzeba zrobić porządek z mechanizmem kopnika. Tutaj największy problem może sprawić wciśnięcie wałka rozrusznika na wałek zmiany biegów z nowym oringiem. Oringi które ja kupiłem miały wymiary:
średnica wewnętrzna ~8 mm
średnica zewnętrzna ~12mm
No i tutaj się zaczyna gimnastyka, bo taki oring jest po prostu za gruby, a mówiąc dokładniej, wałek rozrusznika ma wewnątrz kołnierz, który po prostu nie przełknie takiej grubości (wejdzie do połowy i się zatka). Po rozwaleniu kilku oringów, podszedłem wszystko sposobem. Dorobiłem sobie wybijak, który ścinał mi nieznacznie zewnętrzną średnicę. Na całym oringu traciłem ~ 1 mm. Taki oring wciskałem na wałek zmiany biegów - dobrze jest nawinąć trochę papieru na frez, żeby nie pokaleczyć ścianek, a na samym wytoczeniu przekręcałem oring "do góry nogami". Strona wewnętrzna - czyli nie ta którą ścinałem - była teraz na zewnątrz. Trochę oleju i starter wchodzi idealnie.
O sprzęgle nie będę nic pisał, każdy wie jak złożyć.
Kolejną rzeczą jaką zrobiłem to nałożenie cylindra - też wiadomo jak. Ja wymieniałem pierścienie, niestety nikt nie był w stanie mi odpowiedzieć czy tłok to nominał czy pierwszy szlif. Dlatego kupiłem 3 rodzaje pierścieni. Z ciekawostek napiszę, że z jednej firmy, tyle że jakość wykonania kompletnie różna.

Nominał robiony chyba z gumy do żucia, tak miękkich pierścieni w życiu nie spotkałem. Akurat pierścienie nominalne - na szczęście - nie łapały się ze względu na dużą przerwę na zawiasach. Pierścienie pierwszego szlifu natomiast były tak twarde, że porwałem 2 pary rękawiczek przy zakładaniu na tłok i te właśnie pierścionki zostawiłem. Pasują idealnie.
Po tym wszystkim, przyszedł czas na zamontowanie obudowy dmuchawy

. Ja tą część nazywałem zawsze "trzecim karterem" (radzę wcześniej złożyć sprzęgło i zakręcić zębatkę zdawczą). Tutaj też musiałem wkleić łożysko. Ale na sam początek zająłem się uszczelką. Nie wiem czy widzieliście komplet uszczelek do silnika S32 jaki można kupić na allegro. W tym komplecie uszczelka pod "trzeci karter" jest całościowa, czyli pokrywa całą powierzchnię. W schemacie silnika osy jest natomiast mała uszczelka, pokrywająca okolice łożyska (na schemacie zaznaczyłem ją na czerwono). W schemacie silnika SHL są natomiast dwie uszczelki - i mała - taka jak na schemacie osy, i duża - taka jaką można kupić w kompletach na allegro. Osobiście uważam - to jest moja opinia - że zakładanie tylko dużej całościowej uszczelki jest błędem. Dlaczego? jeśli posmarujecie "trzecie karter" smarem, i odbijecie go na tekturze (oczywiście na płaskiej powierzchni) zobaczycie, że w miejscu gdzie znajdują się komora łożyska i kanały olejowe, praktycznie nic się nie odbije. Wniosek jest taki, że w tym miejscu karter nie styka się równomiernie z całą powierzchnią, jest podtoczony, stąd podwójna uszczelka w schemacie SHL i pojedyńcza w schemacie OSY. Ja poszedłem na kompromis - mała uszczelka i sylikon po całości - omijając oczywiście kanały olejowe - tam musi być smarowanie, nie można tego absolutnie zaklejać! (widziałem takie silniki)
Sprzęgło miałem już złożone, zębatkę zdawczą zakręconą, pozostało wrzucić do środka wałki popychacza i kulkę pomiędzy. I tu jest kolejna istotna różnica. Wałki popychacza są krótsze niż w silniku SHL, podobnie śruba regulacyjna jest też krótsza, a kontra zamiast na klucz 17, jest na klucz 14 - jest mniej miejsca i trudniej o manewry. Ja niestety przerobiłem dobieranie wałków i pozostały dość nieprzyjemne wspomnienia z tą akcją, nie będę opisywał, bo temat robi się zbyt długi, ale spociłem się nieźle, gdy silnik nie chciał się zamknąć, a klej do łożysk i silikon po prostu nie czekał z wysychaniem

Spina straszna, na szczęście udało się za pierwszym podejściem, tyle że z wymontowaną dźwignią sprzęgła.
Reszta to ogólnie pikuś. Pozostał zapłon. Tutaj też ktoś wsadzał łapy. Mam u siebie "dzisiejszy" młoteczek przerywacz i "dzisiejszą" cewką. Stelarz młoteczka od razu poszedł na złom, odpadła platynka, w ogóle ktoś tak go zamontował, że platynki stykały się krawędzią... Stelarz założyłem oryginalny, eshaelowski - z logiem

, akurat mi jeszcze został. A młoteczek wyregulowałem od razu. Osobiście nie jestem wielkim fanem kaleczenia silnika i zaznaczania zapłonu "śrubokretem". Z resztą przy nowym stelarzu wszystko i tak by się pozmieniało. Moja rada to po prostu skasowanie przerwy i wkręcenie zapłonu. Bez zwracania uwagi na jakiekolwiek "markery". Wkręcenie tak, aby śruby znajdowały się na środku regulacji.
Tutaj mała dygresja.
Zawsze miałem problem z przeciągnięciem przez elementy gumowe silnika wszelakich kabli, czy nawet zwykły igielit. Zawsze to była jakaś jazda z drutem itp. Rewelacyjnym środkiem na tą przypadłość jest tzw. suchy smar. Nie chcę tutaj niczego reklamować, więc napiszę enigmatycznie, że to taki spray z rurką, który psika cieczą, a ta w zetknięciu z powietrzem robi się biała (przypomina to trochę talk). Nie trzeba bawić się w przeciąganie drutów, do których doczepia się kable, wszystko wchodzi idealnie.
Silnik mam już zamontowany, olej zalany i nie mam iskry... Pierwsza rzecz jaka była mi potrzebna to stary plastikowy długopis. Wykręciłem świecę i znalazłem GMP czyli górny martwy punkt, miejsce nawyższej pozycji tłoka. Zaznaczam go na obudowie długopisu cienkim nożykiem (dokładnie przy miejscu gdzie zaczyna się gwint na głowicy). Biorę suwmiarkę i doliczam odpowiednie wyprzedzenie - w przypadku osy to 4,5 mm. Naklejam w tym miejscu taśmę izolacyjną w kontrastującym kolorze. Cofam tłok do tego miejsca (odwrotnie do strzałki na kole wirnika), które zaznaczyłem taśmą, i odkręcam korpus przerywacza (wcześniej używałem pojęcia "stelarz"). Wkładam szczelinomierz o grubości 0,4 mm pomiędzy platynki - młoteczek/stelarz i przestawiam "mimośród - nie każdy będzie go miał u siebie. Teraz tylko dokręcam korpus. Trzeba sprawdzić czy młoteczek otwiera się w tym miejscu i czy zaraz po tym jest zamknięty (ładuje kondensator). Rzadko kiedy się taki zabieg nie udaje i trzeba trochę dłużej posiedzieć, przestawiając cały zapłon. W większości przypadków działa za pierwszym razem - ktoś w końcu pisał te książki. Osa praktycznie zapaliła po przepompowaniu paliwa.
Chyba wszystko w temacie. Żeby mówić o sukcesie, trzeba ten silnik sprawdzić w warunkach eksploatacji. Wiem natomiast, że gorzej tego silnika - jak był - nie złożyłem. Mam nadzieję że ta paplanina na coś się komuś przyda. A jeśli nie...no cóż, są w życiu większe porażki.

Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.