Dawno nic nie pisałem ...bo i nic się nie działo , Osa nawijała kolejne kilometry ( obecnie 18 100 km) . Do wczoraj....
Wracam sobie z pracy po S7-mce , LEWY pas - prawie 80 dyszek na liczniku...mało kto mnie wyprzedza - no chyba że prawym pasem

,piękne słonko, temp powietrza w okolicy 35'C czyli po prostu chce sie żyć

......... a tu nagle czuje że Osa słabnie i nagle z silnika słychać : buuuuu.....Wysprzęgliłem , i nadal lecę z górki na luza prawie 70 dyszek .Puszczam sprzęgło , silnik ożył.No to w palnik i znów po chwili jest na "szafie" 80 dyszek.Banan na gębę powrócił. Ale nie na długo.Po jakiś 500 metrach powtórka z rozrywki . Myślę sobie - no ewidentnie paliwo nie dochodzi do gaźnika....Staję na poboczu "ekspresówki" (CHOLERA , no nie miała się gdzie popsuć tylko na "S"-ce) .Słonko z góry "miło" przypieka , asfalt ładnie podgrzewa "od dołu" - pomyślałem sobie - "Na pewno nie zmarznę"

.Ale nie ma co tak stać bo na "ekspresówce " zaraz sie jakaś "pomoc" się przypałęta i będzie problem. Zrzucam kokon, patrzę i niby wsio w porządku. Pierwsze co sprawdzam to "wachę" w zbiorniku paliwa , jest jakieś 1,5 litra.Następnie dziurę odpowietrznika w korku paliwa - drożna. Naciskam zatapiacz przy gaźniku i widzę w wężyku i filterku paliwa że paliwo ze zbiornika do gaźnika nie leci.No to patrze ponownie do zbiornika paliwa czy nie ma jakiegoś syfu na siatce kranika - czysto.W takim razie głównym podejrzanym staje się filterek paliwa.Generalnie wygląda dobrze , nie widać aby był jakoś bardzo zasyfiony, paliwo w nim stoi - o co kaman ? Odkręcam ponownie korek ze zbiornika paliwa , przykładam usta i dmucham co sił w płucach

.Patrzę - paliwo leci przez filterek do gaźnika, naciskam zatapiacz - też leci.Więc nie zastanawiając się długo, zakładam kokon , jeden kopniak i s33 znów pięknie gada.Trzeba się zawijać bo ruch na S-ce spory i pewnie zaraz zjawią się "psy" z pomocą drogową a do domu zaledwie kilka kilometrów.W trakcie powrotu, jeszcze dwa razy czułem że jest problem z dystrybucją paliwa ze zbiornika do gaźnika, ale nie zgasł.
Dojeżdzam do garażu, zdejmuję kask i kątem oka patrzę w lusterko. A tam znajoma gęba z odbitym czarnym "krążkiem" wokół ust - to pamiątka po "dmuchaniu" w zbiornik paliwa
Winnym okazał się "papierowy " filterek paliwa mimo ,że nie wyglądał na brudny.Przejechałem na nim jakieś 2-2,5 tyś km.
Wcześniej miałem założony rozbieralny filterek z siatką z tworzywa sztucznego i z nim przez blisko ~ 15 tyś km nie miałem nigdy problemów, wystarczyło go okresowo wymyć.